Otworzyłam oczy czując ogromny ból głowy. Chciałam się za nią złapać, ale moje ręce były przywiązane do krzesła. Tak mi się zdaje, mój obraz nie jest jeszcze perfekcyjny. Dlaczego ja tu jestem ? Co się ze mną stało ? Elena, myśl. Wieczór. Impreza u Taylor. Mężczyzna w kapturze. Zielone oczy. Ucieczka. Tyle, tu mój film się urywa. Tak jakbym za dużo wypiła. Bo wypiłam. Ugh Elena ! Skup się idiotko ! Zamrugałam kilka razy. Rozejrzałam się dookoła. Dupy nie urywa. W rogu stał stół, na którym leżała broń. A po środku ja na tym "cudownym" i "bardzo wygodnym" krześle. Chwila, chwila. Wróć. Stół a na nim broń ?! Teraz to do mnie dotarło. Ale po co broń ?! I zgaduje, że zaraz wejdzie tu jakiś mężczyzna i będzie mi groził, albo gorzej. I zgadłam. Wszedł mężczyzna. Bardzo przystojny mężczyzna. Elena ! Zostałaś porwana ! Czy mieści się to w twojej małej głowie ?! Brązowe loki opadały na jego twarz. Dobrze zbudowany. Obcisły, czarny t-shirt podkreślał jego mięśnie. Gdyby była to inna sytuacja, spodobałby mi się. Ale gdy spojrzałam w jego oczy, wiedziałam, że to on. Ten chłopak z wczoraj. Po co on mnie tu trzyma ?! Wziął krzesło i usiadł na nim okrakiem na przeciwko mnie. Tak blisko, że nasze nosy prawie się stykały. Poczułam woń papierosów. Wykrzywiłam twarz. Nienawidzę papierosów.
-Zgaduję, że nie wiesz dlaczego tu jesteś.- odezwał się pierwszy. Nic nie powiedziałam, patrzyłam się tylko w jego cudowne oczy.- Muszę cię chronić.- prychnęłam.
-Chronić ?! Zamykając nie wiadomo gdzie i przywiązując mnie do krzesła ?! Inteligentne.- jego oczy zmieniły kolor na ciemną zieleń, przestraszyłam się trochę, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nie pokażę mu, że się go boję. Nigdy. Jego oddech przyspieszył.Wstał i zaczął ciągnąc się za włosy i mamrotał coś pod nosem. Widać pomogło mu to bo uspokoił się. Usiadł i zaczął patrzeć w moje oczy.
-Nie drzyj się. Tyle wiedzy na ten temat ci wystarczy. Nie powiem ci więcej, nie teraz. Nie zrozumiesz.
-Skąd masz wiedzieć , że nie zrozumiem jak nic mi nie powiedziałeś ?- wciągnął głośno powietrze. Szybko się wkurza.
- Boli cię głowa ? - zignorował moje pytanie. Świetnie. Pokiwałam głową. Wstał i wyszedł zostawiając mnie samą.
Nadal nic nie rozumiem. Zostałam porwana przez mega przystojnego mężczyznę, który szybko się denerwuje i ponoć chce mnie chronić. Jaki w tym sens ?Jeśli ma mnie chronić to chyba powinnam wiedzieć przed czym prawda ? Wszedł do pokoju ze szklanką wody. Złapał między kciuk a palec wskazujący mój podbródek.
-Otwórz buzię.- rozkazał. Szklankę odstawił na krzesło, a w ręce trzymał jakąś tabletkę. Wolę być ostrożna.
-Co to ? - wskazałam wzrokiem na tabletkę.
-Musisz zadawać tyle pytań ? Na ból głowy. Otwórz.- otworzyłam buzię , a on wrzucił tabletkę do moich ust i przyłożył szklankę z wodą do moich warg, po czym delikatnie ją przechylił. Gdy napiłam się, odstawił szklankę na podłogę i usiadł w takiej pozycji jak na początku naszej "znajomości".
-Rozwiąż mnie. - zaśmiał się.
-To ja tu wydaje rozkazy.
-Rozwiąż mnie.- powtórzyłam. - Nie ucieknę.
-Nie miałabyś jak. - patrzył się na mnie, nie ruszył dupy żeby mnie rozwiązać. Idiota.
-Długo mam jeszcze czekać ? - zaśmiał się i podszedł do mnie od tyłu, aby mnie rozwiązać.
Kiedy moje ręce były wolne położyłam je szybko na kolanach. Nadgarstki bolały niemiłosiernie. Usiadł na przeciwko mnie i zaczął rozmasowywać nadgarstki. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale on był skupiony na moich dłoniach.Miał szorstkie dłonie i bardzo duże. Moje przy jego wyglądały na takie malutkie. Wstał i wyciągnął do mnie rękę.
-Chodź.- wstałam nie podając mu dłoni.
Zdenerwował się i złapał mnie mocno za nadgarstek. Syknęłam. Spojrzał mi w oczy. Ciemny zieleń zmienił się w jasny. Przeniósł rękę z nadgarstka na dłoń i splótł nasze palce. Nie obdarzając mnie ani jednym spojrzeniem ruszyliśmy schodami w górę. Myślałam, że nie zdąrzę za nim, szybki jest.Wyszliśmy z tej piwnicy i oślepiło mnie jasne światło. Weszliśmy do ogromnej kuchni i dopiero tam puścił moją rękę. Kuchnia była ogromna. Jak kawałek domu, który zdążyłam zobaczyć. Jego kuchnia była większa niż mój salon i kuchnia razem. Musi mieć dużo pieniędzy. Bardzo dużo. Usiadłam na wysokim krześle przy wyspie i schowałam twarz w dłoniach. Nie chciałam na niego patrzeć.-Spójrz na mnie.- nie zareagowałam. - Powiedziałem coś. - znów nic. Siłą oderwał moje ręce od twarzy. Ał..
-Czego ty ode mnie chcesz człowieku ? - zabijaliśmy się wzrokiem.
-Posłuszeństwa. W tej sytuacji, w której się teraz znajdujemy, musisz się mnie słuchać.- był spokojny. To mnie doprowadzało do szału.
-A możesz mi łaskawie powiedzieć w jakiej sytuacji się znajdujemy ? - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Zaśmiał się. Ma dziwny humorek.
-Wyglądasz ślicznie gdy się złościsz.- zaśmiał się ponownie, a mi puściły nerwy.
-To muszę być piękna bo jestem wściekła !
-Nie.... Podnoś.... Na..... Mnie..... Głosu.- silił się na spokój , ale nie za dobrze mu to wyszło. Nie odezwałam się , nie chciałam wywoływać niepotrzebnej kłótni.- Jak się nazywasz ?
-Nie powinno cię to interesować.- spojrzał na mnie wzrokiem, który nie przyjmował sprzeciwu- Elena, miło mi.- wyszczerzyłam się sztucznie. - A ty ?
-Nie powinno cię to interesować.- powtórzył, naśladując mój głos. Popatrzyłam na niego wzrokiem mordercy, a on roześmiał się głośno. Ten człowiek jest naprawdę dziwny.- Harry.- powiedział jeszcze cicho się śmiejąc.
Wstał od stołu i podszedł do lodówki. Zaczął wyjmować z niej jakieś produkty. Znów schowałam głowę w dłoniach. "Znajdę Cię. Nie uciekniesz przede mną. On ci nie pomoże" Te słowa zaczęły krążyć w moich myślach. Coraz głośniej. Moja głowa pękała i robiło mi się słabo. Traciłam kontrolę nad swoim ciałem. Trzęsłam się, mój oddech był płytki. Z trudem oddychałam. Oczy zamykały się.
-Harry...- szepnęłam i upadłam na ziemię.
blog mam już napisany, będę po prostu dodawać rozdziały :) jest również dostępny na wattpad :)